FANDOM


Witam w kolejnym odcinku mojego programu. Zanim jednak zaczniemy, z okazji świąt Bożego Narodzenia, życzę wam jak najlepszych chwil z rodziną, smacznych potraw, oraz jak najmniej gównianych gier pod choinką. Jak zapewne pamiętajcie rok oraz 4 lata temu, specjalnie na święta upubliczniona została kolejna recenzja ode mnie. Jednak prócz samej daty wydania, gry które się tam znajdowały, w żaden sposób nie pasowały do świątecznej atmosfery. Chyba, że dla kogoś temat Francuskiej Legii Cudzoziemskiej walczącej na Wybrzeżu Kości Słoniowej, czy wojna w Kolumbii ma cokolwiek wspólnego z Bożym Narodzeniem. Z tej specjalnej okazji nie dość, że poddam ocenie nie jedną, ale dwie przeokropne gry świąteczne, to jeszcze upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu, recenzując najgorsze pomyje jakie dotknęły przenośne kieszonsolki. Tak więc nałóżcie czapkę mikołajową, zapnijcie pasy i przygotujcie masę torebek na wymioty, bo za chwilę zwrócicie reszcie wigilijnych potraw. Bez zbędnych ceregieli, zapraszam do oglądania!

Gra Elf Bowling 1 i 2, została wydana na konsolę Nintendo dual screen, dnia pierwszego grudnia, 2005 roku za sprawą Ignition. Nie, nie tego Ignition. *fragment z logiem gry Ignition* Lecz Ignition Entertainment, które prócz tego kasowego dzieła wydawała inne produkcje na konsole przenośne takie jak seria metyl slag, Merkury Meltdown, Lax Penn, czy magical drop 5 na pecety. Producentem tego tytułu było natomiast studio nStorm, które prócz omawianej pozycji zasłynęło z, dziesięciu innych produktów z serii elf bowling. I tak jest, ta gra, dostępna do dziś jako friłer, w 1999 roku jakimś cudem osiągnęła niesamowity sukces, przez co kolejne odsłony są produkowane do dziś, a na podstawie serii powstał nawet, i tu nie żartuje, film. Tak jest, pierdolony film o kręglach z elfami. I w sumie, te gry to typowe flashówki które może są zabawne, ale przez pierwsze dwie minuty. I teraz wyobraź cie sobie, że tego typu gra, została sportowana na konsolę Nintendo i była dostępna do kupienia za 20 dolarów. Darmowa gra dająca frajdę na kilka minut, do kupienia za niemałe pieniądze na dualskrina. Cóż mogło pójść nie tak? Ale zanim sprawdzimy, ile gówna jest w tym gównie, zobaczymy, jak została potraktowana ta pozycja na portalach recenzenckich w Internecie.

modojo. 1 na 5! Gamespot. 1,4 na 10! ign. 1 na 10! PAL Gaming Network. 0,5 na 10! Metascore. 12 na 100.

Do dzisiaj jest to najgorzej oceniana gra na ds-a, w historii. Strach się bać! Po przewinięciu log producenta oraz wydawcy tego dzieła, ukazuje nam się to. *demonstracja* Tak jest, oto najgorsze menu wykonane kiedykolwiek w grze wideo. Pobijające meni ze ski o parę długości. I nie dość, że mamy tylko wybór jednej z dwóch danych gier, i tylko kurwa tyle, to jeszcze, dostajemy najbardziej irytującą rzecz w historii menusów. Tak, nawet bardziej od muchy w torrente, bo tam w opcjach do gry mogliśmy odgłosy tego owada wyciszyć. Tutaj jedynym sposobem na wyciszenie doprowadzających do białej gorączki elfów, jest wyciszenie całkowicie gry paskiem głośności na konsoli. Nie mogliście wbudować tego w grę, do ciężkiej kurwy! Łał, ta produkcja nie potrzebowała nawet pięciu sekund od uruchomienia konsoli, by całkowicie mnie zirytować. To chyba jakiś nowy rekord! O, i oczywiście, odgłosy prukania zawsze witam z otwartymi ramionami. Właściwie, to mógłbym zakończyć recenzję na tym ekranie, ale co to by to była za zabawa?

A potem jest już tylko gorzej. Akcja elf bowling dzieje się w dzień Wigilii. W świecie panuje radość, wszyscy dzielą się miłością, i można by było powiedzieć, że wszędzie udziela się radosna magia świąt. Jednak okazuje się, że nie wszędzie, bo w związku z tym, że na Biegunie Północnym chochliki postanowiły się zbuntować, absolutnie odmawiając wykonywania prezentów dla pana w czerwonym kubraku. Ten postanawia się zemścić w najbardziej oczywisty sposób jaki jest możliwy, grając ich ciałami w kręgle. Tak jest, widocznie aż tak Świętemu Mikołajowi odpierdoliło. Kiedy Mikołaj zaprojektował tą kręgielnię na środku bieguna przystosowaną do główek jego zielonych sługusów? Jakim cudem złapał swoje elfy do owej maszyny? I od kiedy Mikołaj w wolnych chwilach w święta ma w dupie wszystkie dzieci, i brutalnie masakruje swoich pomocników kulą do kręgli? Cóż, chyba te pytania będą należały do tych bez odpowiedzi. Ale do rzeczy. Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, jest zbliżona zasadami do kręgli. Mamy dziesięć elfów ustawionych w trójkąt, mamy dziesięć rzutów, a jeśli w ostatnim uda nam się zgarnąć strike-a, będziemy mieć jeszcze dwie dodatkowe szanse. Za oczyszczenie całej planszy otrzymujemy dodatkowe punkty i spare-y, jeśli wyczyszczenie wykonamy po pierwszym trafieniu, lub strike, jeśli wszystkie zbijemy natychmiastowo.

I mogłoby wydawać się to całkiem normalne gdyby nie fakt, że elfy przewracają się w jednym wymiarze, przez co zbicie kilku uszastych ludków którzy stoją w dwóch różnych rogach jest niemożliwe. Mało tego, dobrego słowa nie można powiedzieć również o swobodzie w sterowaniu i o nim samym. Otóż w przeciwieństwie do wszystkich innych gier kręglowych, nie rzucamy kręgli poprzez nabieranie siły, kąta czy innych czynników wpływających na grę. Co tutaj mamy? Piętnaście strzałeczek ułożonych w linię, i przekazujące kolory. Naszym zadaniem jest zablokowanie mechanizmu momencie, gdy strzałka wypunktuje miejsce najbliższe bilom, to znaczy elfom, i straci ich jak największą ilość. Brak zmian siły czy czegokolwiek sprawia, że każdy rzut z tej samej strzałki nie będzie różnił się absolutnie niczym. przerywnik pokazujący oberwanie głowy elfowi* Słodki Jezu na patyku. Co do kurwy się tu stało? Kto o zdrowych zmysłach, pozostawił w grze animację dekapitacji chochliczej łepetyny? Którą jednak z powrotem otrzymuje, jak tylko się przewróci. Nawet nie szczędzili groszem na dodatkowe animacje. Zresztą, to chyba powinno stać się prędzej czy później w grze, gdzie elfy służą za kręgle. Poza tym, autorzy dorzucili także parę innych niesamowicie zabawnych gagów generowanych co kilka rund w grze. Co powiecie na więcej pierdzenia, tabliczki z napisem Santa Ssie, jakiegoś renifera spacerującego spokojnie w oddali? Po prostu kupa śmiechu, z przewagą kupy. A czasem zdarza się nawet, że. *fragment z ominięciem kuli przez elfa* Czy to ma być, jakiś żart? Elf omija kulę tak jakby nigdy nic? To czemu do chuja nie ucieknie już od razu. Gdzie tu logika. Boże, ta gra ssie jaja Dziadka Mroza.

I wiecie co? Po przegraniu jednej pełnej rundy, nie ma już sensu dalej grać w ten syf. Sytuacje zmieniają się zawsze tak samo, wpływ na rzut kuli jest taki sam, a co gorsza nie ma tutaj jakiegokolwiek multiplejera, czy nawet tabeli wyników. Już wolałbym wpierdolić łyżkę stołową sraki reniferów, polanej moczem elfów niż przechodzić kolejną rundę tego skurwysyńskiego nasienia. Dlatego przejdę do drugiej gry w zestawie. Elfs in paradise.

W przeciwieństwie do poprzedniej pozycji, tym razem ludzie z enStorm postanowili zaserwować nam, coś w rodzaju curlingu. Tak, curlingu. W grze, która się kurwa nazywa elfie kręgle. To tak jakby w serii gier o spidermenie, nagle część piąta traktowała o emerycie strzelającym wykałaczkami z dupy. Brak logiki. Ale mniejsza z tym. Tym razem zamiast dosłownego wybijania w pień pomocników mikołaja w dzień wigilijny, wraz z Mikołajem i jego bezrobotnym bratem, Dingyl Kringlem, przenosimy się do słonecznego bieguna, gdzie w tle topnieje lodowiec, a pingwiny latają na balonach. I jeśli myśleliście, że jedynka była dziwna jeśli chodzi o przeniesienie mechaniki kręgli do gry traktującej o Bożym Narodzeniu, to tylko zobaczcie na to co przygotowali projektanci tutaj. Otóż naszym zadaniem jest takie wyrzucenie irytujących knypków posługując się gumką od ich majtasów, by wystrzelić je na jak najwyższe pole punktowe, jednocześnie nie wyrzucając ich poza mapę w charakterze pożywki dla rekinów. Rekinów, które zatrzaskują w szczęki swoje ofiary stojąc w miejscu, bądź z paralitycznymi ruchami kłapią paszczą. Przy okazji zbieramy punkty by pokonać swojego brata i zawisnąć na laurach po sromotnej klęsce naszego oponenta. Czyli zobaczyć nasz awatar zawinięty w świąteczny stroik z lampkami i jebnąć w gong ot tak.

Co ciekawe przeciwnik, z którym mamy do czynienia jest chyba najbardziej nieuczciwym zawodnikiem w jakiejkolwiek grze w jaką grałem. Bo nie ważne jak słabo bądź wyśmienicie rzucałem, bądź ile razy powtarzałem rozgrywkę, to zawsze po stronie rywala utrzymywały się wszelkie potrojenia punktów i inne bonusy ułatwiające rozgrywkę. Przez wszystkie gry dostałem jedynie jeden power-up, który właściwie utrudnił mi moje poczynania. Nie pomaga również fizyka, która funkcjonuje nawet gorzej, niż w kręglach. Otóż gdy w danego karła trafimy innym, może się zdarzyć kolizja, która doprowadzi do przesunięcia się danego pionka wraz z cielskiem naszej postaci. Problem jednak w tym, że owe przesunięcie zdarza się naprawdę rzadko, bo w osiemdziesięciu procentach przypadków, po prostu przenikamy jak nigdy nic przez obiekty rywala, jakby były dekoracją. A czasem w nieprzewidywany sposób wypierdala wszystkich wokoło.

A, i w tej części jest nawet więcej śmiesznostek. Prócz obowiązkowych już pierdów mamy też siedzenie z gazetką na kibelku w oczekiwaniu na strzał. *ba bum tss* Ćwiczenia z hula hop, podśpiewywanie z magnetofonem i mikrofonem, opalonego na czerwono elfa, irytujące gadanie przez łoki toki, opowiadania o swoim zaliczeniu w hawajskim szalu, wygibasy czy inne obertasy, oraz, głaz z Wyspy Wielkanocnej, który zgniata liliputa na miazgę, oraz palec z niebios, który odrywa od niego ciężar. Zaraz. *wtf sound* Co kurwa? Na jakim gównie byli deweloperzy podczas wpadanie na tak popierdolone rzeczy? Chyba naprawdę, już nie mogło być gorzej.

Jak zdążyliście doświadczyć na swoich zmysłach, Elf Bowling jest tragedią jeśli chodzi też o oprawę. Grafika wygląda jak coś z zamierzchłych czasów Windowsa 3.1, animacje składają się z paru klatek, spritey są porażające obrzydliwe, tła to połączone gradienty z clipartowymi elementami mających na celu przypominać nieco otoczenie, efekty specjalne to marność nad marnościami, efekty dźwiękowe nie raz zgwałcą wasze uszy na dobre, zwłaszcza odgłosy elfów, a brak jakiejkolwiek muzyki jeszcze bardziej dopełnia torturę jaką jest niewątpliwe ta zdrada przeciwko ludzkości. Ale wiecie co? To była jedynie przystawka, przedsmak. Preludium przed zatwardzeniem growym i festiwalem gówna, którego nie zmyjecie ze swych mózgów przez długi czas.

Dalsza część odcinka